muszę się podzielić moim nowym odkryciem, czyli o zbawiennym działaniu miodu na włosy.
Moim puklom już od jakiegoś czasu brakowało blasku i wigoru. W lipcu pracowałam za granicą i byłam w stanie im zafundować jedynie odżywkę bez spłukiwania. Nie były całkowicie suche, tylko jakieś takie... przyklapnięte. No i skręcały się niemożliwie, każdy włos w inną stronę.
Najpierw pomyślałam o laminowaniu. Potem o maseczce z rycyny i żółtka. Ostatecznie przypomniałam sobie o zagubionym słoiku z miodem leśnym, który tata wykopał ostatnio z szafki.
Dużą pomocą okazał się być wpis Kosmetycznej Hedonistki :) Pewnie sama w końcu doszłabym do jakiejś maseczki miodowej, ale muszę przyznać, że lubię korzystać ze sprawdzonych pomysłów.
CO ZROBIŁAM:
3 łyżki miodu rozpuściłam z kąpieli wodnej. Zrobiłam to, bo mój miód był już mocno scukrzony (czyli miałam krupiec). Gdy tylko się upłynnił (to bardzo ważne!), wyjęłam moją filiżankę z wody i poszłam do łazienki. Tutaj dodałam do miodu 2 łyżki odżywki Ziaji z kiełkami pszenicy oraz jedną łyżkę odżywki morelowej (bo Ziaja mi się w tym momencie skończyła :( ).
Masa wydawała mi się być o wiele za rzadka, pewnie z powodu konsystencji odżywek. Bałam się, że będzie mi ściekać po całym karku, więc dodałam jeszcze 1 łyżkę skrobi kukurydzianej (tylko taką mam obecnie w domu), by nieco zagęścić maskę.
NASTĘPNIE...
...rozczesałam włosy. Podzieliłam na części i nałożyłam na całą długość Myślałam, że zrobiłam za dużo maski, ale jak zwykle, pomyliłam się. Przeciwnie, po raz pierwszy moja grzywka nie została pokrzywdzona ;) Potem owinęłam głowę folią spożywczą i ręcznikiem. Z takim turbanem siedziałam przez godzinę.
PO TYM CZASIE poszłam zmyć maseczkę. Wszystko pięknie zeszło. Już polewając włosy strumieniem wody czułam, że są miękkie i mięsiste, cięższe. Umyłam normalnie głowę, raz delikatnym szamponem rumiankowym z GP, drugi szamponem do włosów kręconych z wyciągiem z baobabu. Miodowy efekt nadal czułam pod palcami, ale dla pewności nałożyłam jeszcze raz odżywkę morelową, na czas potrzebny na umycie się. Potem wszystko spłukałam.
EFEKTY?
Mój Tangle Teezer sunął po włosach jak łyżwy po lodzie. Jeszcze NIGDY nie spotkałam się czymś takim. Widzicie, bez względu na stopień nawilżenia czy pielęgnacji moje włosy zawsze się plączą. Obojętnie czy nałożę na nie maskę, odżywkę, spryskam sprejem ułatwiającym rozczesywanie, nic nie działa. Zawsze robią mi się koszmarne kołtuny, które nierzadko muszę po prostu ucinać :<
Tymczasem po masce miodowej włosy lśniły, były ekstremalnie wygładzone. TT nie zatrzymał się ani na moment. Osiągnęłam taki sam stopień nawilżenia jak po masce toskańskiej.
Już jestem po pierwszym myciu. Włosy nadal są mięciutkie i lśniące. Może nie rozczesują się już tak gładko, ale nadal jestem zadowolona :D
Jakiego miodu używać?
Ja mam miód od rodzinnego pszczelarza, nigdy w życiu nie kupiłam miodu sklepowego. Jeśli jednak nie macie możliwości kupienia miodu z pasieki, pamiętajcie o kilku rzeczach:
1 - Sprawdźcie "datę produkcji", jeśli taką znajdziecie. Czasami na słoikach są nic nam nie mówiące numery serii. Im młodszy miód, tym mniej prawdopodobne, że został przez sklep "zepsuty".
2 - Zakurzony słoik = nietykany słoik. Sklepikarz nie próbował na siłę miodu uatrakcyjnić.
3 - Mętny, kremowy, rozwarstwiony, skrystalizowany miód - nie ma powodów do niepokoju. Wszystkie te znaki świadczą o wysokiej jakości miodzie. Są to całkiem normalne procesy, które zachodzą w miodach naturalnych.
4 - Można wreszcie zapytać sprzedawcy, czy w sklepie jest podgrzewarka do miodu. Co to takiego?
Niektórzy sklepikarze, aby uatrakcyjnić towar inwestują w maszyny podgrzewające. Gdy miód skrystalizował (krupiec), słoiki wkłada się do takiej maszyny na pewien dokładnie określony czas i ustala odpowiednią temperaturę (~40°C), tylko do momentu, aż miód wróci do konsystencji płynnej, która nazywa się patoka.
Jednak większość właścicieli sklepów nie stosuje się do instrukcji i zostawia słoiki w podgrzewarce np. na całą noc. Rano oczywiście miód wygląda jak płynne złoto, ale wszelkie jego właściwości zostają unicestwione. Jest tylko drogim cukrem.
Kto może miodować włosy?
Praktycznie każdy, trzeba jednak pamiętać, że dobrej jakości miód zawiera enzym KATALAZĘ, dzięki której zyskuje właściwości utleniające.
Z tego co mi wiadomo, aby doszło do zauważanych efektów rozjaśniania miodem, trzeba by kuracji półrocznej. Ja nie zauważyłam, aby po jednym zabiegu moje włosy wyraźnie się rozjaśniły. Nabrały blasku, no i owszem, ale na pewno nie są jaśniejsze. Jeśli jednak boicie się rozjaśniania możecie dodać do maski łyżkę (lub łyżeczkę) kakao zamiast mąki.
Zabieg miodowania na pewno jeszcze powtórzę, jak tylko miną efekty pierwszego ;)
PS Przepraszam za brak zdjęć :<
Moim puklom już od jakiegoś czasu brakowało blasku i wigoru. W lipcu pracowałam za granicą i byłam w stanie im zafundować jedynie odżywkę bez spłukiwania. Nie były całkowicie suche, tylko jakieś takie... przyklapnięte. No i skręcały się niemożliwie, każdy włos w inną stronę.
Najpierw pomyślałam o laminowaniu. Potem o maseczce z rycyny i żółtka. Ostatecznie przypomniałam sobie o zagubionym słoiku z miodem leśnym, który tata wykopał ostatnio z szafki.
![]() |
| źródło |
Dużą pomocą okazał się być wpis Kosmetycznej Hedonistki :) Pewnie sama w końcu doszłabym do jakiejś maseczki miodowej, ale muszę przyznać, że lubię korzystać ze sprawdzonych pomysłów.
CO ZROBIŁAM:
3 łyżki miodu rozpuściłam z kąpieli wodnej. Zrobiłam to, bo mój miód był już mocno scukrzony (czyli miałam krupiec). Gdy tylko się upłynnił (to bardzo ważne!), wyjęłam moją filiżankę z wody i poszłam do łazienki. Tutaj dodałam do miodu 2 łyżki odżywki Ziaji z kiełkami pszenicy oraz jedną łyżkę odżywki morelowej (bo Ziaja mi się w tym momencie skończyła :( ).
Masa wydawała mi się być o wiele za rzadka, pewnie z powodu konsystencji odżywek. Bałam się, że będzie mi ściekać po całym karku, więc dodałam jeszcze 1 łyżkę skrobi kukurydzianej (tylko taką mam obecnie w domu), by nieco zagęścić maskę.
NASTĘPNIE...
...rozczesałam włosy. Podzieliłam na części i nałożyłam na całą długość Myślałam, że zrobiłam za dużo maski, ale jak zwykle, pomyliłam się. Przeciwnie, po raz pierwszy moja grzywka nie została pokrzywdzona ;) Potem owinęłam głowę folią spożywczą i ręcznikiem. Z takim turbanem siedziałam przez godzinę.
PO TYM CZASIE poszłam zmyć maseczkę. Wszystko pięknie zeszło. Już polewając włosy strumieniem wody czułam, że są miękkie i mięsiste, cięższe. Umyłam normalnie głowę, raz delikatnym szamponem rumiankowym z GP, drugi szamponem do włosów kręconych z wyciągiem z baobabu. Miodowy efekt nadal czułam pod palcami, ale dla pewności nałożyłam jeszcze raz odżywkę morelową, na czas potrzebny na umycie się. Potem wszystko spłukałam.
EFEKTY?
Mój Tangle Teezer sunął po włosach jak łyżwy po lodzie. Jeszcze NIGDY nie spotkałam się czymś takim. Widzicie, bez względu na stopień nawilżenia czy pielęgnacji moje włosy zawsze się plączą. Obojętnie czy nałożę na nie maskę, odżywkę, spryskam sprejem ułatwiającym rozczesywanie, nic nie działa. Zawsze robią mi się koszmarne kołtuny, które nierzadko muszę po prostu ucinać :<
Tymczasem po masce miodowej włosy lśniły, były ekstremalnie wygładzone. TT nie zatrzymał się ani na moment. Osiągnęłam taki sam stopień nawilżenia jak po masce toskańskiej.
Już jestem po pierwszym myciu. Włosy nadal są mięciutkie i lśniące. Może nie rozczesują się już tak gładko, ale nadal jestem zadowolona :D
Jakiego miodu używać?
Ja mam miód od rodzinnego pszczelarza, nigdy w życiu nie kupiłam miodu sklepowego. Jeśli jednak nie macie możliwości kupienia miodu z pasieki, pamiętajcie o kilku rzeczach:
1 - Sprawdźcie "datę produkcji", jeśli taką znajdziecie. Czasami na słoikach są nic nam nie mówiące numery serii. Im młodszy miód, tym mniej prawdopodobne, że został przez sklep "zepsuty".
2 - Zakurzony słoik = nietykany słoik. Sklepikarz nie próbował na siłę miodu uatrakcyjnić.
3 - Mętny, kremowy, rozwarstwiony, skrystalizowany miód - nie ma powodów do niepokoju. Wszystkie te znaki świadczą o wysokiej jakości miodzie. Są to całkiem normalne procesy, które zachodzą w miodach naturalnych.
4 - Można wreszcie zapytać sprzedawcy, czy w sklepie jest podgrzewarka do miodu. Co to takiego?
Niektórzy sklepikarze, aby uatrakcyjnić towar inwestują w maszyny podgrzewające. Gdy miód skrystalizował (krupiec), słoiki wkłada się do takiej maszyny na pewien dokładnie określony czas i ustala odpowiednią temperaturę (~40°C), tylko do momentu, aż miód wróci do konsystencji płynnej, która nazywa się patoka.
Jednak większość właścicieli sklepów nie stosuje się do instrukcji i zostawia słoiki w podgrzewarce np. na całą noc. Rano oczywiście miód wygląda jak płynne złoto, ale wszelkie jego właściwości zostają unicestwione. Jest tylko drogim cukrem.
Kto może miodować włosy?
Praktycznie każdy, trzeba jednak pamiętać, że dobrej jakości miód zawiera enzym KATALAZĘ, dzięki której zyskuje właściwości utleniające.
Z tego co mi wiadomo, aby doszło do zauważanych efektów rozjaśniania miodem, trzeba by kuracji półrocznej. Ja nie zauważyłam, aby po jednym zabiegu moje włosy wyraźnie się rozjaśniły. Nabrały blasku, no i owszem, ale na pewno nie są jaśniejsze. Jeśli jednak boicie się rozjaśniania możecie dodać do maski łyżkę (lub łyżeczkę) kakao zamiast mąki.
Zabieg miodowania na pewno jeszcze powtórzę, jak tylko miną efekty pierwszego ;)
PS Przepraszam za brak zdjęć :<

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz