Черное мыло бабушки Агафьяи:
Mydło kupiłam za 40zł w krakowskim Jaśminie na ulicy Długiej. Mydła białe i kwiatowe są tam obecnie w promocji, ale ja po prostu MUSIAŁAM mieć to czarne. Znacie to uczucie, prawda? ;) Nie wystarczą miliony postów na innych blogach, trzeba się samemu przekonać na własnej skórze... czy też włosach.
Kupiłam je głównie ze względu na zachwalany efekt włosów uniesionych u nasady. Walczę z przyklapnięciem i brakiem objętości od zawsze. Moje włosy lubią się też szybko przetłuszczać, także uznałam, że czarne mydło jest wydatkiem na który nie tyle mogę, co muszę sobie pozwolić.
Mydło było wielokrotnie recenzowane na innych blogach (choćby TU czy TU), dlatego też przedstawię je Wam w telegraficznym skrócie:
Konsystencja: żelowa.
Wydajność: to niezwykłe, jak bardzo może pienić się tak mała ilość detergentu. Moje włosy pływały w pianie. Świetnie też sprawdziło się na skórze i jest cudowne do higieny intymnej. Dzisiaj umyłam nim też twarz; nie wiem, jak mają się moje pory, bo ich nie widać :D
Zapach (czyli najważniejsze): mocno ziołowy. Moja przyjaciółka jest zachwycona, jak dla mnie jest przyjemny, nienatarczywy. Jak dla mnie bez szału, nie utrzymuje się na skórze czy włosach.
Pudełko: Plastikowy słoik. Na początku mamy zakrętkę.Następnie widzimy plastikowe wieczko i listki (u mnie dwa). Po zdjęciu wieczka dostajemy się docelowo do mydła. Wieczko ma chyba zabezpieczać przed wlewaniem się wody podczas brania prysznica i ułatwić nam życie, byśmy nie musieli za każdym razem odkręcać zakrętki. U mnie to niestety nie działa, woda i tak wpłynęła, ale musimy też pamiętać o moich niezwykłych zdolnościach do takich rzeczy.
Efekty na skórze: skórę na ciele mam normalną, nie muszę jej dodatkowo nawilżać. Mydło jej nie wysuszyło, więc za to plus.
Efekty na twarzy: pięknie zwężone pory, ładnie oczyszczona skóra. Na razie myłam buzię tylko raz, więc ciężko mi ocenić, co będzie dalej, zwłaszcza, że obecnie testuję żel rumiankowy Sylveco i nie chcę mieszać.
Efekty na włosach: umyłam głowę normalnie, dwa razy mydłem. Nie nakładałam na nie żadnej odżywki ani maski, zarówno przed jak i po. Pieniło się pięknie. Po zmyciu miałam wrażenie, że włosy są matowe, szorstkie, ale postanowiłam je tak zostawić. Owinęłam głowę ręcznikiem, po kwadransie rozczesałam włosy palcami i pozwoliłam im naturalnie wyschnąć.
Dzisiaj, dzień po umyciu głowy, nie mogę przestać głaskać końcówek. WOW. Moim ideałem nawilżacza jest maska toskańska i muszę powiedzieć, że efekty są bardzo zbliżone. Łuski są ewidentnie domknięte, wygładzone. Włosy błyszczą się, niesamowicie lśnią, nie puszą się (tu jestem w szoku, bo nigdy nie mogłam mieć na raz nawilżenia i wygładzenia, to po prostu tak nie działa na moich włosach).
A teraz trochę minusów. Wytrzymam standardową ilość dni bez mycia, czyli trzy. Czyli bez szału. Jeśli chodzi od odbicie od nasady to nie widzę absolutnie żadnych efektów. Całkiem możliwe, że moje włosy są po prostu za ciężkie i taka ich uroda, zawsze będą przyklapnięte.
A tutaj kilka biednych zdjęć wykonanych moim telefonem:
(Nawet mój głupi telefon uchwycił ten blask!)
Mam też prostą ankietę dla osób, które korzystały już z mydła Agafii:
Jak widzicie, jest naprawdę prościutka ;) Ja sama oceniam ten produkt na 8/10. Na pewno jeszcze po nie sięgnę, choć całkiem możliwe, że skuszę się na cedrowe, białe lub kwiatowe.
Miłego tygodnia <3




Mam cerdowe! Jak dla mnie - strzał w dziesiątke. Podobnie się pieni do tego czarnego, też jest żelowe, i bardzo wydajne. Świetnie współgra u mnie z drożdzową maską od Agafii. Czarnego jeszcze nie znam, podobnie jak miodowego. Ale na pewno sie skuszę. A co do fitomedu i szamponów, to nie używałam, ale spróbuję.
OdpowiedzUsuń