niedziela, 31 sierpnia 2014

NDW: Miodolaminowanie + spełniamy marzenia :)

Próbowałam połączyć dwa ulubione zabiegi moich włosów: laminowanie i miodowanie (o którym pisałam TU). Efekty były nadzwyczaj miłe w dotyku :)



Wzięłam:
  • 2 łyżki żelatyny
  • woda, może być ciepła, ale nie musi
  • 1,5 łyżki miodu
  • łyżkę jaśminowego kallosa
  • łyżka
  • filiżanka z uchem
  • rondelek z wodą
Moje włosy lubią proteiny. Naprawdę służy im zabieg laminacji, ale moja masa zawsze była pełna grudek, przez co ciężko się ją nakładało na włosy. Na szczęście w czasie zajęć z gastronomii przygotowywaliśmy galaretkę i tak oto odkryłam świetny sposób na rozpuszczenie tego problemu ;)

 Jak rozpuścić żelatynę bez grudek: 
 Żelatynę wsypujemy do miseczki i zalewamy wodą (ja użyłam lekko przestudzonego wrzątku). Lejemy po łyżce, tak by wszystkie kryształki były mokre. Po kilku minutach powstanie nam śmieszna, galaretkowata masa. Dziabiemy łyżeczką, by sprawdzić, czy nie zrobiły nam się duże, suche w środku kulki. Jeśli widzimy, że żelatyna jest w stanie wchłonąć więcej, dolewamy łyżkę wody. Znów mieszamy i odstawiamy. 


Jak widzicie woda naprawdę ładnie wsiąka.Gdy przechylacie miseczkę i zostaje Wam wolna kropla - można sięgnąć po rondelek.


 Masę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Ja używam do tego dużej filiżanki z uchem, ponieważ łatwiej ją wyjąć.
 Gdy żelatyna przejdzie w płynny stan, dodajemy 1-1,5 łyżki miodu i mieszamy. Ważne, by miód jak najkrócej był narażony na działanie ciepła (nie chcemy, by stracił swoje dobroczynne właściwości).


 Po zmieszaniu z miodem powstaje lepka, a jednocześnie rzadka maska. Dodałam do niej trochę maski jaśminowej Kallos.


Jak widać maski wyszło sporo, 150-200 ml. Na początku wydawało mi się to być za dużo, ale moje włosy sobie poradziły.
 (* Mam niezwykle grube i gęste włosy, sięgające nieco za ramiona. Gdy skończyłam nakładać maskę, w filiżance została jeszcze łyżka, którą dopieściłam końcówki. Zazwyczaj, gdy korzystam z "przepisów" internetowych mikstur nie wystarcza na moją grzywkę *)
 Nałożyłam maskę na mokre, umyte włosy, omijając skalp (na który miałam nałożony olejek, bo ostatnio wszystko mnie swędzi i obawiam się łupieżu :/). Maska szybko zastygła jak skorupa i przed zawinięciem głowy w folię musiałam je polać wodą. Potem zrobiłam jeszcze turban z brudnej koszulki, włączyłam Niesamowitego Spidermana 2 i siedziałam tak godzinkę.
 Następnie weszłam pod prysznic i umyłam głowę odżywką. Żelatyna i miód naprawdę ładnie się spłukały :)
 Włosy wyjątkowo wysuszyłam lokówko-suszarką, ponieważ musiałam szybko wyjść.
 A oto efekty:


Miękkie, błyszczące, odżywione, wygładzone <3
Niestety mój brat nie potrafi robić zdjęć i uciął mi końcówki -.-

A teraz mam do Was pytanie: czy oglądałyście Billy'ego Elliota? Jeśli tak, kliknijcie. Kuzyn mojej koleżanki ze studiów jest tancerzem. Jest tak dobry, że dostał się do prestiżowej szkoły w Londynie. Czesne jest wysokie i na początku Rafał pracował, ale teraz treningi zabierają mu większość czasu. 
Nie wiem czemu, ale bardzo poruszył mnie ten projekt. Może ma to związek z tym, że i ja mam pewne marzenie, do którego będę dążyć przez najbliższy rok.



"Chciałbym, niczym filmowy Billy Elliot wystąpić na deskach Royal Opera House, podczas wieńczącego rok akademicki wielkiego spektaklu . By moja mama to widziała. Widziała, że poświęcenie, upór i dążenie do celu ma sens."

Chyba sobie to napiszę na suficie ;)

1 komentarz: